Dzień Dziecka! :) 2011-06-01 23:43:21

Na samym początku chciałabym życzyć wszystkim przeszłym obecnym i przyszłym zaglądającym tutaj, by nigdy nie stracili dziecięcej radości odkrywania świata! Niech to święto będzie i dla Was świętem - choćby małej cząstki siebie, jednak zawsze obecnej.

Postanowiłam zrobić sobie mały prezent na Dzień Dziecka. No dobrze, wcale nie taki mały, bo prezent zakrojony docelowo na większą skalę. I myślę sobie o nim już od kilku dni, więc troszkę wykracza poza Dzień Dziecka. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że właśnie dzisiejszą datę wybrałam jako tę, kiedy wydarzy się COŚ.

Jako że jednak jestem dziś bardzo niezdecydowaną osóbką, to nie potrafię się zdecydować, czego właściwie chcę. Pomaga mi zatem pani z Wieży Radości, która spełnia funkcję mojego prywatnego doradcy. Dzieli się ze mą światłymi radami, wspiera w każdej najmniejszej nawet decyzji. Inaczej mówiąc... ma ze mnie niezły ubaw.

A teraz już odnośnie prezentu. Otóż postanowiłam założyć bloga. Ha! To dopiero nowina, prawda? Jednak ten blog nie ma być kolejnym zawierającym moje chaotyczne spostrzeżenia bez myśli przewodniej (uwaga: wbrew pozorom tu też planuję wprowadzić myśl przewodnią... w końcu). Mam kilka tematów, które są mi bliskie i które chciałabym poruszać. Dzielić się swoją wiedzą, swoimi przemyśleniami, ale również otrzymywać komentarze, nawet jeśli zupełnie sprzeczne z moimi poglądami. A jeśli komukolwiek przyda się to, co zamierzam pisać - będę zapewne całkiem spełnioną osobą. Póki co jednak ustaliłyśmy, że zacznę od zdrowia. Brzmi to może nieco trywialnie, jednak zdrowie to absolutna podstawa, by być piękną, młodą i bogatą. Ostatnimi czasy tylko się w tym upewniłam, zatem wybór jest całkiem uzasadniony. Żeby jednak nie było tak łatwo, rozważam poważnie kolejne rzeczy. A to serwis, na którym chciałabym stworzyć tego bloga (póki co nie mogę wybrać między blogspotem i ownlogiem, choć gdzieś tam czai się jeszcze mylog), potem dojdzie do tego jeszcze kwestia naprawdę dobrej nazwy (choć tutaj przynajmniej mam jakiś punkt zaczepienia), szablonu (potworny problem!), a na koniec powinnam jeszcze opublikować pierwszą notkę. I ustalić sobie, że zawsze w dajmy na to środy będę pisała o zdrowiu.

Kto jeszcze śmie twierdzić, że stworzenie bloga z sensem jest całkiem proste?!
No dobrze, jest dość proste, jak ma się pomysł. A ja pomysł mam, dlatego pomknę go realizować. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. W najgorszym wypadku będę się pocieszać mrożoną kawą z lodami waniliowymi, o!

skomentuj (1)

Nowe życie 2011-03-19 23:54:30

Odebrałam dziś klucze do mieszkania.

Historia z mieszkaniem jest historią dość ciekawą i odrobinę tylko skomplikowaną. Należy ono do mojego brata, który właśnie otrzymał propozycję pracy za granicą. Z kolei jego narzeczona wyjeżdża w związku z tym do Warszawy, gdzie też będzie pracowała - w innym oddziale swojej firmy niż do tej pory, a wszystko to po to, by mieć lepsze połączenia lotnicze do mojego brata. I nagle się okazało, że ich całkiem nowe i jeszcze nie do końca urządzone mieszkanie zostaje puste.
Dlatego pomyśleli o nas - o mnie i moim Mężczyźnie.
Sprawa z moim Mężczyzną jest zresztą też odrobinę skomplikowana, a to z tego powodu, że on pracuje 200 km od miejsca, gdzie żyjemy sobie wspólnie (w ten oto sposób słowo "wspólnie" nabiera innego znaczenia). Do tej pory był to doskonały argument za tym, aby nie szukać sobie mieszkania, bo i tak on musi tam wynajmować pokój, za co płaci spore pieniądze, a ja mogłam zostać jeszcze u rodziców, gdzie mam własny kąt. Jednak teraz, kiedy się pojawiła możliwość dość korzystnej opcji zamieszkania razem (razem to też pojęcie póki co względne...), od razu postanowiliśmy z niej skorzystać.
No dobrze, przyznaję się - wcale nie tak od razu. Wymagało to pomyślenia i to intensywnego, czy stać nas na to, by tam mieszkać, by mój Mężczyzna jednocześnie nadal ponosił wydatki w związku z pracą i by wreszcie móc choć odrobinę odkładać na przyszłość. Jednak po wielu godzinach rozważań doszliśmy do wniosku, że bierzemy to! Zbyt mocno potrzebujemy naszego własnego wspólnego miejsca, na swój sposób intymnego. Zbyt mocno też chcemy móc spędzać czas tak jak nam się podoba wtedy, kiedy mamy taką możliwość. Do tego należy dodać drobny fakt posiadania ogromnej liczby znajomych po całej Polsce, których wcześniej nie było nam dane zaprosić do siebie, a teraz wreszcie pojawi się taka opcja. W jakiś przedziwny sposób właśnie tego przed wszystkim nie mogę się doczekać. Interakcji z innymi ludźmi. Swobody spotykania się z nimi, kiedy najdzie nas taka ochota. Wspólnych posiadówek, wspólnego gotowania czy jedzenia, sesji RPG i wszystkiego tego, co do tej pory po prostu było w sferze nierealnych lub prawie nierealnych życzeń. Teraz nagle poczułam smak tego wszystkiego.
I kiedy siedziałam na kanapie z pękiem kluczy w dłoni, nie mogłam po prostu opanować się, by co pewien czas nie zerknąć na nie.

Bardzo niezwykła rzecz. Zastanawiam się, czy każdy przeżywa coś takiego, gdy nagle otrzymuje przepustkę do zupełnie innej rzeczywistosci.

Ukradkowe spojrzenie. Niepozorne metalowe kształty. Nowe życie.

skomentuj (2)

Nowa epoka 2011-03-15 23:59:30

Myślałeś kiedyś o tym, by zacząć wszystko od nowa? Myślałaś o tym, by mieć czystą kartę?
Wszystko, cokolwiek było złego zapomnieć. Przekreślić. Wymazać.
Na pewno myślałeś, na pewno myślałaś. Każdy z nas o tym myśli, prędzej czy później. To zupełnie naturalne, bo zawsze może pojawić się coś, czego potem żałujemy. Albo wybór, którego nie powinniśmy byli dokonywać - a przynajmniej tak sądzimy - a jednak go dokonaliśmy. I bardzo łatwo jest powiedzieć wtedy: żałuję, że tak się stało, gdyby można było cofnąć czas...

Ja bym go nie cofnęła. Wszystko, co się wydarzyło w moim życiu, ukształtowało mnie taką, jaką jestem teraz, dzisiaj. Były rzeczy dobre, były też i gorsze. Ale nawet te złe musiały się wydarzyć, bym zrozumiała, co w życiu jest naprawdę ważne. Jeśli czegoś żałuję, to tylko tych momentów, gdy kogoś zraniłam, często nieświadomie lub nieumyślnie. Ale tak też się zdarza i muszę to zaakceptować oraz unikać podobnych wydarzeń w przyszłości.

Dziś są Idy Marcowe. W Starożytnym Rzymie był to dzień poswięcony bogowi wojny Marsowi. Wtedy dokonywano przeglądu wojsk. W Idy Marcowe również został zamordowany Cezar, a wśród jego zabójców był też ten, któremu ufał najbardziej. Nic pozytywnego, jednak może to był właściwy czas i miejsce, by przejść do historii właśnie takim, jakim go obecnie pamiętamy.

Dziś są moje urodziny. Nie miałam żadnej depresji przedurodzinowej, wręcz przeciwnie. Mam doskonały humor i miliardy pomysłów na przyszłość. Wiem, że mogę zmieniać świat, a wszystko jest tak naprawdę w moich rękach. Czuję energię, która mnie przepełnia, chęć robienia czegoś, pragnienie spełniania marzeń. Dawno nie czułam się aż tak dobrze i wcale nie zamierzam narzekać z tego powodu. Rozpoczynam dziś nową epokę w swoim życiu, a w takich momentach po prostu jest cudownie. To zupełnie tak, jakbyśmy zaczynali od nowa, jednak pamiętając o wszystkim, co już za nami. Dla części osób może to być zbędne, przynajmniej pozornie, jednak jakim marnotrawstwem byłyby wówczas ostatnie lata ich życia spędzone na gromadzeniu doświadczenia. Każdy dzień jest dla nas skarbem, który powinniśmy troskliwie chować w kufrze wspomnień. Owszem, niektóre z tych skarbów zdają się brzydkie lub nawet przerażające, jednak nadchodzi czas, gdy można je oswoić, a może nawet polubić. One potrafią nas wiele nauczyć, wystarczy przyjrzeć się im dokładnie i posłuchać. Warto się tego nauczyć.

Dziś rozpoczynam zupełnie nowy rozdział w księdze zatytułowanej: "Chcę iść przez życie z uśmiechem na twarzy". Chcę i będę. Wiem, że czasami będzie mi trudno, jednak to niczego nie zmieni w moim postanowieniu. Przeszłam już całkiem sporo, a do tego wiem, że znacznie więcej przede mną. Ode mnie jednak zależy, po co będę wyciągać ręce - czy po skarby brzydkie, smutne i odrapane, czy może po zaskakujące, posiadające swoistą magię. Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko wspiąć się na palce i sięgnąć tam, gdzie czeka na nas szczęście.

Dziś też usłyszałam pewne słowa od osoby, która widziała mnie w kółku teatralnym bardzo dawno temu. Spojrzała i poznała od razu. Zapytała, jak się rozwijam aktorsko - a że się nie rozwijam póki co, to wymamrotałam prawdę ze wstydem. Ona zaś uśmiechnęła się i powiedziała, żebym coś zrobiła w tym kierunku, bo nie wolno marnować takiego talentu. To niezwykłe słowa jak na rozpoczęcie nowej epoki w życiu, prawda? Dlatego chwytam życie za rogi i zaczynam spełniać kolejne marzenia - a wszystkich zapraszam do towarzyszenia mi w tym.

skomentuj (0)